Znać angielski, czy nie znać angielskiego, oto odwieczne pytanie

Ostatnio znajomy zapytał mnie, jak zachęcić 9-letnią córkę do nauki angielskiego. Ona nie lubi, nie chce. Koniec kropka. Znajomy przyznał, że próbuje ją “przymusić”, mówiąc do niej po angielsku, a ona się naturalnie buntuje. Dodał, że wolałaby się uczyć hiszpańskiego. Czy zatem powinien cisnąć angielski?

 

Jestem całym sercem za nauką języków, w każdym momencie życia, bez względu na “konieczność”. Jestem lingwistką po filologii angielskiej (i nie tylko). Kocham angielski i doceniam to, w jaki sposób jego dobra znajomość wpływa każdego dnia na jakość mojego życia.

Nie samym angielskim się żyje

Pomijając to, co napisałam powyżej, nie uważam wcale, że każdy musi angielski znać na zaawansowanym poziomie, czy nawet lubić ten konkretny język. Wręcz przeciwnie. Ja to ja i nie mi narzucać innym jakiego języka mają się uczyć. Jest przecież tyle innych, pięknych języków do wyboru, chociażby wspomniany wcześniej hiszpański. Sama znam cztery inne języki.

 

Według kilku badań przeprowadzonych przez instytucje zajmujące się nauczaniem języków i tworzeniem produktów edukacyjnych (Babbel oraz Education First), bardzo popularne są przecież inne języki. I tak na przykład kobiety wybierają niderlandzki, francuski, włoski oraz hiszpański, a mężczyźni niemiecki, portugalski i rosyjski. Ulrich Ammon, profesor Uniwersytetu w Duisburgu, twierdzi, że wynika to ze stereotypów. Niemcy kojarzą się z technologią, przemysłem oraz biznesem (podobnie Rosja), a Francja czy Włochy z kuchnią i modą.

 

Ale są przecież jeszcze poza tym czynniki ekonomiczne. W naszym regionie gospodarczym szczególnie mocno widać zainteresowanie właśnie niemieckim oraz innymi niż angielski językami europejskimi (głównie dla potrzeb SSC – shared service centers – wszelkiego rodzaju usług z zakresu obsługi klienta). Nie trzeba więc wcale znać angielskiego, by odnaleźć się na rynku pracy czy spełniać zainteresowania kulturowe.

Musieć, nie musisz, ale…

Zawsze jest jednak “ale”. To, że nie ma takiej absolutnej konieczności, nie oznacza, że znajomość angielskiego nie będzie dla Ciebie bardzo korzystna. W czasach, w jakich przyszło nam żyć, znajomość tego języka jest tak samo ważną kompetencją jak znajomość obsługi komputera, aktywne prawo jazdy, czy umiejętności interpersonalne. Uważam tym samym, że warto potraktować angielski jako narzędzie w ogromnym stopniu ułatwiające życie i dające możliwości. Każdemu poleciłabym naukę angielskiego, jako kluczowej umiejętności zawodowej.

 

Kochać ani lubić tego języka nie trzeba. Ale jeżeli dobrze popracuje się nad celem i metodami nauki i dobierze optymalne techniki uczenia się, nauka nawet nielubianego języka nie będzie męczarnią.

 

Co zatem odpowiedziałam znajomemu? Zaproponowałam, by wspólnie z córką, na zasadzie rozmowy o jej potrzebach postarali się znaleźć korzyści płynące dla niej z choćby podstawowej znajomości angielskiego. Taką banalną korzyścią jest choćby możliwość czytania anglojęzycznych materiałów z kręgu jej specyficznych zainteresowań. I oczywiście powiedziałam, że absolutnie musi wspierać jej chęć nauki hiszpańskiego. Jeżeli teraz na siłę będzie pchał córkę w stronę nieszczególnie lubianego języka, osiągnie rezultat raczej odwrotny od zamierzonego, a do tego prawdopodobnie zniechęci ją również do języka hiszpańskiego.

Jak dobrze wypada znać język angielski (jeśli już się go uczymy)?

Gdy jednak już podejmujemy trud nauki angielskiego, trzeba się do tego przyłożyć. Uważam, że jeżeli ktoś się uczy jakiegokolwiek języka obcego to powinien podjąć wysiłek i opanować go naprawdę dobrze na danym poziomie, jak każdą inną umiejętność. Koniec kropka, nie istnieją półśrodki. W nauk języka inwestuje się sporo czasu i pieniędzy i nie ma sensu marnować tych zasobów na kiepskie rezultaty. Dotyczy to przecież każdej inwestycji.

 

Nie mam tu jednak na myśli tego, że poziom znajomości zawsze musi być zbliżony do poziomu rodzimego użytkownika. Bez względu na to jak niski poziom sobie przyjmiemy (np. wystarczy nam początkujący A2), powinniśmy w ramach tego poziomu wykazywać maksymalną poprawność i płynność, z szacunku dla naszego czasu i dla naszego rozmówcy.

 

Wielokrotnie widzę, jak bardzo obcokrajowcy męczą się w naszym kraju, próbując w codziennych sytuacjach (w sklepie czy urzędzie) uzyskać odpowiedzi na najprostsze pytania. Nie oczekuję od nikogo umiejętności niezbędnych do wymiany poglądów na temat ostatnich zawirowań politycznych w USA. Oczekuję, że jak ktoś nie rozumie pytania o dostępność rozmiaru obuwia, to jest w stanie poprawnie powiedzieć:

“I’m sorry, I don’t understand, (please wait a moment).”

Podsumowując…

Angielskiego znać nie trzeba, ale warto. I jednak warto znać na go na poziomie zaawansowanym, bo to otwiera bardzo wiele drzwi i możliwości. Jeżeli jednak masz ochotę uczyć się każdego języka, byle nie był to angielski, bardzo proszę! Pamiętaj jednak, że w każdym języku na każdym poziomie liczy się poprawność i świadomość języka.

Tekst napisała Karolina z bloga Slowlingo.

Reklamy

One thought on “Znać angielski, czy nie znać angielskiego, oto odwieczne pytanie

  1. Bardzo dobrze napisany artykuł.

    Jeśli ktoś zastanawia nad nauką angielskiego, to już świadczy o tym, że powinien się go nauczyć. Nieznajomość tego języka może nas całe życie prześladować – od możliwości wykorzystania go w pracy, na wycieczce, obejrzenia filmu czy serialu bez napisów itd. Zgadzam się też z tym, że jak się już uczyć, to na całego. Słaba znajomość języka obcego może w pewnych sytuacjach pomóc, ale to zaawansowana daje nam sto procent możliwości.

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s